Profesor Edward Popiołek wybitny pilot sportowy

Od redakcji

W tym miejscu pragnę serdecznie przeprosić Pana Profesora Józefa Wędzonego, Pana Prodziekana Ryszarda Hycnera i wszystkich PT Czytelników za przekręcenia nazwy Wydziału w poprzednim numerze BIP-a. Mam nadzieję, że nie zrazi to Państwa do dzielenia się znami - jakże ciekawymi - informacjami o ciekawych osobowościach i ich zainteresowaniach z Wydziału Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska. Mogę mieć tylko drugą nadzieję - że Pan Profesor Wędzony jest na tyle znany, że nikt nie miał wątpliwości jaka owinna być prawidłowa nazwa Wydziału Pana Profesora. Jeszcze raz gorąco przepraszam!

Anna Kryś-Dyja

W kolejnym odcinku z cyklu ,Geodezja to (nie tylko) miernicka nauka", poświęconego osiągnięciom artystycznym, kulturalnym, sportowym i innym niż naukowe, pracowników i studentów Wydziału Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska naszej Uczelni, chciałbym w tym numerze Biuletynu zaprezentować Państwu prof. Edwarda Popiołka, kierownika Katedry Ochrony Terenów Górniczych, specjalisty z zakresu geodezji górniczej i ochrony terenów górniczych, wychowawcy wielu pokoleń geodetów w kraju, członka Senatu naszej Uczelni. Profesor Popiołek dobrze znany ogółowi studentów i pracowników Wydziału od strony dydaktycznej i naukowej, jest także dobrze znany w środowisku geodezyjnym ze swych osiągnięć na polu działalności sportowej. Profesor Edward Popiołek jest bowiem wybitnym pilotem sportowym, posiadaczem wielu nagród i medali zdobytych na mistrzostwach Polski, Europy i świata. Profesor Popiołek to człowiek, o którym na Wydziale wiele osób mówi: ,Leciałem samolotem, pilotowanym przez niego". Profesor Popiołek to (mimo młodego jeszcze wieku) chodząca legenda Wydziału. Aby przybliżyć Państwu sylwetkę prof. Popiołka, przeprowadziłem z nim krótką rozmowę.

Ryszard Hycner: Panie Profesorze. Gratulując Panu tak wspaniałych sukcesów na niwie sportowej, chciałbym zapytać o początki Pana kariery jako pilota sportowego

Edward Popiołek: Było to dosyć dawno, bo w końcu lat pięćdziesiątych. Wówczas to, uczęszczając do krakowskiego Technikum Górniczego na Krzemionkach, zacząłem myśleć poważnie o sporcie lotniczym. Bezpośrednio po maturze zostałem uczestnikiem kursu szybowcowego organizowanego przez Aeroklub Krakowski w miesiącu czerwcu. Na egzamin wstępny na naszą Uczelnię (oczywiście na ówczesny Wydział Geodezji Górniczej) musiałem więc uzyskać zwolnienie z tego kursu.

R. H.: W jaki sposób osiągnął Pan wielkie sukcesy sportowe już w czasie studiów, w bardzo młodym wieku

E. P.: Solidna wiedza uzyskana w Technikum (między innymi dzięki wykładowcom z AGH), umożliwiła mi racjonalne gospodarowanie czasem. Bywały bowiem takie okresy moich studiów, w których dłużej przebywałem na lotnisku niż na zajęciach. Nie miało to jednak istotnego wpływu na moje wyniki w nauce. Byłem bardzo dobrym studentem, a swoje powinności wynikające z planu studiów wypełniałem zawsze właściwie. Muszę w tym miejscu wspomnieć o życzliwości profesorów Wydziału, którzy znając moje dodatkowe i równie ważne dla mnie obowiązki sportowe, zawsze pomagali mi w odrabianiu chwilowych zaległości czy też wyrażali zgodę na zdawanie egzaminów w trybie indywidualnym. Te wszystkie sprzyjające okoliczności spowodowały, że szybko doszedłem w szybownictwie do czołówki krajowej, zdobyłem Diamentową Odznakę Szybowcową, a już w 1962 roku wystartowałem w Szybowcowych Mistrzostwach Polski.

R. H.: Szybownictwo to Pana wielka przygoda życiowa. Co może Pan powiedzieć Czytelnikom o lataniu szybowcowym i sukcesach odniesionych przez Pana w tym sporcie

E. P.: Latanie szybowcowe jest tak piękne, że doprawdy, trudno je opisać słowami. Bezpośredni kontakt pilota z naturą, często groźną i potężną jak w czasie burzy, kiedy szybowiec poddawany prądom pionowym o prędkościach ponad 100 km/godz., jest jak mała łupinka na wzburzonym oceanie, to wrażenie doprawdy niezapomniane. Wydaje mi się, po wielu latach uprawiania sportu, że nie miałem w życiu piękniejszych przeżyć, niż amatorskie latanie szybowcem. Latanie sportowe na szybowcach, czyli udział w zawodach lub próby bicia rekordów, to też niesłychane emocje. Przez 10 lat byłem w kadrze narodowej. Byłem wielokrotnym uczestnikiem Szybowcowych Mistrzostw Polski, uczestnikiem wielu międzynarodowych zawodów szybowcowych i zdobywcą czołowych lokat w tych imprezach. Zdobyłem nawet tytuł vicemistrza Polski. Ale wydaje mi się, że moim największym sukcesem z tego okresu jest ustanowienie rekordu Polski - 735 km w przelocie docelowo - powrotnym (Głogów - Olsztyn - Głogów). Muszę wspomnieć, że te sukcesy osiągnąłem pomimo faktu, że miałem gorsze warunki treningu od innych kolegów - szybowników. Rejon Krakowa ma bowiem nienajlepsze warunki termiczne.

R. H.: Jak to się stało, że ,zdradził" Pan szybownictwo na rzecz latania samolotem sportowym

E. P.: Trudno tu mówić o zupełnym porzuceniu szybownictwa, ponieważ było ono i jest nadal moją wielką przygodą życiową. Wprawdzie nie uprawiam czynnie szybownictwa, ale służę pomocą i doświadczeniem innym. Skierowanie zaś moich zainteresowań także na latanie samolotem sportowym, wynikło z bardzo prozaicznego powodu. Chciałem po prostu przedłużyć sobie sezon sportowy i latać nie tylko w lecie na szybowcach, ale także na samolotach sportowych w innych porach roku. Zacząłem zatem uprawiać i ten sport w Aeroklubie Krakowskim, w którym tradycje sportu samolotowego sięgały lat przedwojennych. Z wielkiej przyjemności i pasji latania samolotem sportowym zrodziły się też sukcesy w mistrzostwach i zawodach, których byłem uczestnikiem. Pierwszy raz wziąłem udział w Mistrzostwach Polski jako nawigator Edwarda Kieszkowskiego, absolwenta AGH, aktualnie instruktora - pilota na największych w PLL LOT samolotach typu Boeing 767.

R. H.: Jakie sukcesy w lataniu samolotem sportowym były Pana największym udziałem

E. P.: Od 1967 roku przez 20 lat byłem członkiem kadry narodowej samolotowej, a dziedzina sportu związana z lataniem na samolocie sportowym (latanie rajdowe i precyzyjne), przyniosła mi największe sukcesy. Wymienię tu przede wszystkim: 2-krotne mistrzostwo Polski, 11-krotne vicemistrzostwo Polski, 3-krotne mistrzostwo świata w drużynie oraz vicemistrzostwo świata indywidualnie.

R. H.: Odniósł Pan także wiele sukcesów w dziedzinie sportu samolotowego, jako wychowawca i instruktor wielu wybitnych pilotów. Jak Pan ocenia ten fakt

E. P.: Jest dla mnie niesłychaną satysfakcją wychowanie takich znakomitych pilotów sportowych jakimi są: Krzysztof Lenartowicz (absolwent AGH, wielokrotny mistrz świata i Europy), Wacław Wieczorek (2-krotny vicemistrz świata i aktualny mistrz Europy) i wielu innych członków kadry narodowej. Satysfakcja wypływa z mego głębokiego przekonania, że dokonałem ważnego kroku, przekazując zdobytą wiedzę innym. Wynika to także z faktu, że z zawodu jestem przecież nauczycielem akademickim.

R. H.: Jak wygląda Pana życie sportowe po zakończeniu czynnej kariery zawodniczej

E. P.: Po zakończeniu latania jako zawodnik, w dalszym ciągu byłem blisko lotnictwa jako sędzia międzynarodowy i instruktor lotniczy. Nadal mam aktualną licencję zawodowego pilota samolotowego i latam około 30 godzin rocznie. Działam również społecznie w Aeroklubie Krakowskim, w Zarządzie Aeroklubu Polskiego, a także na Forum Międzynarodowej Federacji Lotniczej. Byłem prezesem Aeroklubu Krakowskiego w najtrudniejszych dla niego latach 1991 - 1995, gdy walczyliśmy o przetrwanie po wstrzymaniu dotacji centralnych. Aktualnie jestem viceprezesem Aeroklubu. Prezesem zaś, jest tradycyjnie już wybierany na to stanowisko, wielce nam życzliwy dyrektor techniczny Huty im. T. Sendzimira - mgr inż. Jacek Waliński.

R. H.: W jaki sposób, zdobywając tak znaczące sukcesy sportowe, osiągnął Pan tak wiele w pracy w Uczelni na polu działalności naukowej i dydaktycznej

E. P.: Muszę przyznać, że nie było łatwym pogodzenie zajęć dydaktycznych na uczelni oraz obowiązków ustawowych związanych ze zdobywaniem stopni naukowych, z przyjemnością i potrzebą latania. Wielką pomoc w tym względzie okazywali mi moi bezpośredni przełożeni; najpierw prof. Zygmunt Kowalczyk, a później doc. Władysław Batkiewicz. Obydwaj udzielali mi często urlopów sportowych (około 3 miesiące w roku na udział w zawodach i obozach). Obaj też służyli mi pomocą naukową w rozwiązywaniu zagadnień związanych z pracą na Wydziale. Wszystko to sprawiło, że mój rozwój naukowy przebiegł zupełnie normalnie. Doktorat i habilitację uzyskałem stosunkowo wcześnie. Podobnie zresztą było z uzyskaniem tytułu naukowego. Miałem wielkie szczęście do dobrych i wyrozumiałych przełożonych i kolegów. Moje sukcesy, to także po części ich zasługa. Poświęcając czas dla dwóch ważnych dziedzin, jakimi okazały się być w moim życiu nauka i sport, nauczyłem się ważnej umiejętności jaką była i jest konieczność łączenia obowiązków zawodowych z przyjemnością i pasją. Mam stosowny czas dla jednej i dla drugiej dziedziny. W tym przypadku można tu zastosować powiedzenie mojej nauczycielki ze szkoły podstawowej: ,Im więcej się ma zajęć, tym (pozorniej) ma się więcej czasu".

R. H.:Potwierdzeniem uznania dla Pana sukcesów sportowych i naukowych było przyznanie Panu zaszczytnego wyróżnienia ,Kalos Kagatos"

E. P.: W ostatnich latach spotkało mnie wielkie wyróżnienie w postaci medalu ,Kalos Kagatos"przyznawanego przez Uniwersytet Jagielloński. (Ten medal otrzymują osoby wybitnie zasłużone w sporcie i w życiu zawodowym - przyp. mój R. H.). Znalazłem się w gronie tak znakomitych osób jakimi są, między innymi: prof. Roman Ciesielski, prof. Leszek Balcerowicz, dr inż. Wojciech Zabłocki, Władysław Hasior i Marek Walczewski. Ten medal to uhonorowanie całej mojej działalności i potwierdzenie słuszności obranej przeze mnie drogi życiowej.

R. H.: To wielki zaszczyt pracować na jednym Wydziale z tak znaną, docenianą, szanowaną i lubianą osobą jaką jest Pan Profesor. Dziękując za rozmowę, życzę Panu dalszych życiowych sukcesów

E. P.: Dziękuję za ciepłe słowa. W zakończeniu wyrażam opinię, że moje sukcesy to także sukcesy Wydziału i Uczelni, z którą jestem związany już ponad 30 lat.

R. H.: Jeszcze raz dziękuję za rozmowę

Dr hab. inż. Ryszard Hycner

Prodziekan d/s Dydaktycznych

Wydziału Geodezji Górniczej

i Inżynierii Środowiska